CH

     Jeśli dojdzie do tego… jeśli w dalekiej lub niedalekiej przyszłości będzie do naszego miasta jechał autobus wycieczkowy to przewodnik wycieczki będzie produkował zdania w stylu: „Proszę spojrzeć na prawo. Oto przykład historycznej architektury marketowej  XX wieku. Po lewej stronie mamy budowlę z tego samego okresu, na której widać przeładowanie – jakże charakterystyczne dla epoki baroku. Zdobienie blaszanego monstrum są obfite w liczne neony, billboardy połączone z formami o prostych bryłach przywołujące na myśl złote lata kubizmu. Znów z lewej strony kolejna budowla z charakterystycznym wyeksponowaniem cyfry 9, która to cyfra była najczęściej wykorzystywaną w tamtym okresie – szczególnie przy budowlach tego typu. Blaszana kolumna stojąca przy budynku zaś ma wysokość 150 metrów i jako pierwsza przewyższyła ona wieże kościoła; na kolumnie jeden człon potężnego napisu „donald”. Do dzisiaj historycy nie są zgodni czy chodziło o ówczesnego premiera rządu, czy też o przemysł żywnościowy, czy też po prostu o postać z bajki znanego studia. Wykopaliska internetowych archeologów mogą przynieść odpowiedź niebawem ….”
Tak, tak właśnie może wyglądać mowa przewodnika. Być może dopowie on jeszcze: „Za niecałe pół godziny dojedziemy do miasta Karpacz, w którym będą mogli państwo podziwiać piekną makabryłę, po czym bedziemy mogli udać się na zakupy na górę Śnieżka, gdzie nie tak dawno, budowla z trzema tależami szpecąca krajobraz, została przerobiona na budowlę z trzema wielkimi biedronami .” Być może tak właśnie będzie mówił przewodnik, bo przecież widać doskonale, że miasta położone w kotlinie jeleniogórskiej nastawione są bardzo mocno na turystykę…. yyyy…. yyyyy …. zakupową …. tutrystykę zakupową…. yyy …. o czym to miało być. Moon Eyes jest połączony z epoką teraźniejszą (chcąc nie chcąc) i wypowiada się na tematy galeryjne. A żeby nie było łatwo to lecimy na siedem czwartych. Nie wszystko od razu. Narazie tylko tekst.
 
 Biegają tam i z powrotem
Od szyby do szyby przyklejając noc
Wodzeni za zmysły
Kolorami kuszą manekiny
Uśmiechają się
Z plakatów wygładzone twarze
 
Na ruchomych schodach
Leniwie do góry i na dół
Widok z ostatniego pięta
Zdradza labirynty ulic
Szare mury
Obdrapane kominy
 
Spotkania pod krawatami
Wśród dziecięcych tupotów bosych stóp
Na malowanej trawie
Przyjazne gesty w oparach plotki
O tym co kto ma
A czego mieć nie może
Reklamy

Nastepny krok to „smok”

Ten tekst jest na tyle istotny, że warto go przeczytać dwa razy.  Abyś więc, Drogi Czytelniku, nie czuł nadmiaru, przeciążenia i niedomagania nic już nie dopiszę, dając Ci tym samym szansę na jego powtórne przeczytanie.

Ujrzałam smoka
Szponami wbił się głęboko
Sparaliżował wszystkie zmysły
I zbierał żniwa
Popiół z martwych żył
 
Przygniata garb wyhodowany
Stos niezakończonych spraw
Śmieci pod powiekami
 
Nie raz, nie dwa
Stanęłam w miejscu
Zamiast krok dać
Choćby w bok
W obawie przed nieznanym
 
Ujarzmiłam smoka
Szarości wypełnił kolor
Odkryłam na nowo w sobie siły
W harmonii z nocą
Odpłynęłam w dzień
 
Zapachniał sad kwiatami wiśni
Ruch oswobodzony z pęt
Rodzi najlżejsze myśli
 
 
aaaa…. jeszcze tylko jedno- melodia wyszła przednio. Cała Aga i cała Radziejewska.

Poema Cafe

Słuchacze często mogą sobie nie zdawać sprawy z tego, co w czasie występu jest istotne dla Moon Eyes. Nie będę tutaj rozpisywał się na temat ćwiczeń i ich intensywności,  które mają oczywiście pozytywny wpływ na całą jego formę.

Koncert jest niesamowitym przeżyciem a całe otoczenie, z którym scalają się wydobywane dźwięki formuje kształt koncertu. Słuchacz jest również twórcą koncertu. Słuchacz może odbierać muzykę wtrącając dźwięki rozmów z przyjaciółmi a muzyk może próbować się przez to przebić. Różnie bywa. W Poema Cafe w Poznaniu koncertowaliśmy po raz drugi drugi i zauważyliśmy, że magia tego miejsca polega na tym, że można ze słuchaczem wejść w rezonans ciszy. Oczywiście można popaść w myśli filozoficzne i powiedzieć, że długość dwóch dźwięków nie jest zależna od długości tych dźwięków lecz od czasu trwania ciszy miedzy nimi. Jednym z fenomenów Poema Cafe jest to, że cisza ta nie jest zakłócona przez prychnięcia, pokrzykiwania, itp. Cisza jest przeżyciem ponadprzeciętnym, oddychaniem i radością bycia razem z ludźmi sobie na co dzień obcymi; jest również muzyką, która wychodzi poza słowa i dźwięki zawierając w sobie nieokreślone zjawiska.  Ciszę tą zabraliśmy ze sobą. Być może to ta cisza powoduje w nas teraz uśmiech. Cóż…. piszemy szeptem…

Dziękujemy wspaniałej Publiczności, Teresie oraz Agacie. Dziękujemy za ciszę Poemy Cafe i za wszystko za co chcemy podziękować ale nie jesteśmy w stanie tego określić słowami.

Yyyyyy…. dawno…

Notatka poboczna

Yyyyyy…. dawno nas nie bylo. Kolejny post z cyklu „co robiliśmy kiedy nic nie robiliśmy”.

W Western City w Karpaczu być może pomyśleli, że jesteśmy bliżsi ze swoją muzyką stylowi „apache jazz” (czyli odmianie jazzu indianskiego) i nie wpisujemy się w „jazz country latino”. Może następnym razem spotkamy się tam przy zapalonych pochodniach, nad stawami przy indiańskiej wiosce. No cóż… surrealistyczne zestawienie Śnieżki z cowboyami, napadami na banki  i czymś tam jeszcze podpowiada, że świat zwariował a to bardzo nam się podoba.

Tydzień potem wszyscy z przerażeniem oczekiwali momentu naszego wyjścia na scenę w czasie obchodów Dni Mysłakowic. Świat wstrzymał oddech. Weszliśmy zupełnie normalnie i bez dyskietki. Podobało się, z czego bardzo się cieszymy tym bardziej, że nie zeszliśmy w kotlecisty tłuszczyk powodujący otyłości publiczności. Podziękówka dla Pana Grzegorza Truchanowicza.

W Mysłakowicach udzieliliśmy się również na evencie „DAWCY SZPIKU DLA SŁAWKA NYGBURA” zorganizowanym przez zespół Heaven Poland Music, którego celem było zapoznanie społeczeństwa z problemami osób chorych na białaczkę i formą pomocy medycznej dla ludzi walczących z tą chorobą. Występ był krótki, ale bardzo istotny z tego tylko względu że prowadierem Heaven jest Waldek, u którego bywał Bartuś,  kiedy był jeszcze bardziej bartusiowaty niż dziś. Waldek miał u siebie organki (niektórzy mogą nie wiedzieć jak wyglądały kiedyś organki i trudno; całkiem prawdopodobne, że były to Elwirki). Trzeba tu wspomnieć że Bartuś bardzo dobrze pamięta jak to dzięki dobrotliwości Waldka mógł sobie pograć na organkach. Co jeszcze…. kiedy Bartuś z gitarą łaził, ale jeszcze za bardzo nie wiedział co się z nią robi, bywał u Waldka i miał okazję zobaczyć jak za pomocą gitary robi się rock’n’rolla. Pomimo stylistycznej oraz czasowej odległości były to momenty nabierające teraz znaczeń sentymentalnych. Waldek! Anetka! trzymajcie się pozytywnie i ślijcie swoją pozytywną energię gdzie się tylko da ;)

Jestem zmęczona

Wcale nie próżnujemy. Walczymy dzielnie…  z czasem, awariami ogrzewania, połamanymi błotnikami, źle oznakowanymi drogami itp. Ale czasem nas dopada, tak po prostu…

Jestem zmęczona
Tak bardzo zmęczona
Boli mnie każda myśl
Nawet jeśli winna przynieś ukojenie
Ciążą u dłoni w kamiennym splocie palce
Zdrętwiałe kolana rzucają cień co drganiczym urwany kadr
Dokąd? Nie wiem
Po co? Nie wiem
Nie pytaj mnie
Nie szukam teraz odpowiedzi
Nie wołaj mnie
Udam, że cię nie dosłyszę
Muszę odpocząc
Od zdarzeń i twarzy
Od pragnień i celów
Od własnego już obcego odbicia w lustrze
Bo taka jestem zmęczona
Potwornie zmęczona
Przegonił mnie mój własny cień
Zbyt mocno czas potargał moje włosy

Okładka – czyli czyje to dzieło

Są miejsca, które dzielą lub łączą. Są ludzie, którzy odpychają lub przyciągają. Jest czas właściwy lub stracony. Kumulacja się zdarza.

Efektem takiej kulminacji czasu, miejsca i ludzi, w najlepszych z możliwych znaczeń, jest okładka płyty „Stało się”.

Kim jest Beata Pflanz? To niezwykle energiczna i pozytywnie zakręcona osoba.

Co tworzy? „W moim tworzeniu interesuje mnie człowiek i jego energia, potencjał, które przekładam na kolor, ruch i ekspresję – choć unikam dosłowności. Tworzę abstrakcje i bez wzgledu na to czy jest to rysunek, czy malarstwo czy inne działanie, staram się o wieloznaczność mych wypowiedzi… Dlatego obraz może być książką artystyczną, albo instalacją choć dalej jest malarstwem…” – że pozwolę sobie zacytować.

Zapraszamy do zapoznania sie z twórczością Beaty
Strona Beaty Pflanz
I z nią samą, z tym co robi i co ją inspiruje
No gdzie indziej, jak nie na facebook

A tak prezentuje się okładka
Moon Eyes okładka płyty Stało się